To wielka ironia losu, że w nazwach wyjątkowo nieprzyjemnych chorób pojawia się nazwa jednego z najpiękniejszych kwiatów – róży. Różyczka, róża czy trądzik różowaty zawdzięczają swoje powinowactwo z nazwą kwiatu wyłącznie kolorowi wykwitów skórnych, które pojawiają się w ich przebiegu. Marna to pociecha dla chorych, którzy borykają się np. z trądzikiem różowatym – chorobą wciąż nieznanej etiologii oraz opornej w leczeniu objawowym.

Dlaczego ja?

Trądzik różowaty to przypadłość osób dojrzałych między 30 a 50 rokiem życia. Nie wiemy dlaczego niektórzy ludzie mają skłonność do nieadekwatnych reakcji skórnych na najdelikatniejsze nawet bodźce. Mówi się o predyspozycjach genetycznych, zaburzeniach hormonalnych czy związkach tego rodzaju zaburzeń z fototypem skóry. W grę może wchodzić jeden czynnik albo więcej. Ponoć bardziej narażone na wystąpienie trądziku różowatego są osoby mające kłopoty z alergiami i nietolerancjami pokarmowymi oraz nadużywające leków i kosmetyków zawierających sterydy. Jakakolwiek przyczyna stoi u źródeł pojawienia się czerwonych wykwitów, grudek i stanów zapalnych, skutek zawsze jest jeden: pojawiające się w określonych warunkach i prędko nasilające zaczerwienienie, krostki, pajączki oraz towarzyszące im pieczenie i nadwrażliwość skóry. Zmiany obejmują centralną część twarzy i nasilają się pod wpływem stresu, wysokiej temperatury, promieniowania UV czy pikantnych posiłków. Nie ma więc możliwości, żeby osoba borykająca się z tym schorzeniem nie sięgała po krem na trądzik różowaty – łagodzenie tak spektakularnych objawów, które na dodatek mogą pojawić się w najmniej odpowiednim momencie to kwestia komfortu codziennego życia.

Krem – jak to działa

Krem na trądzik różowaty działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i przeciwpasożytniczo – oddziałuje więc na skórę nie jak kosmetyk, a jak lek. Ze względu na skład sprzedawany jest wyłącznie w aptekach. Wydaje się, że rozsądnym posunięciem jest stosowanie go po konsultacji z dermatologiem, który zdecyduje czy w naszym stadium nasilenia choroby preparat stosowany miejscowo jest rozwiązaniem wystarczającym. Trzeba pamiętać, że zbyt długie stosowanie preparatów miejscowych na skórę może prowadzić do jej uodpornienia się na substancję czynną, skutkiem czego ich działanie zostaje zniwelowane. Używając kremu na trądzik różowaty możemy odnotować znaczne polepszenie się stanu skóry, co nie zwalnia nas jednak z czujności w kwestii stosowanych na co dzień kosmetyków. Konieczna jest dbałość o temperaturę używanej do mycia twarzy wody oraz o to, by na naszej półce w łazience znalazły się kosmetyki bezalkoholowe o pH niższym niż 7. Skóra trądzikowa nie znosi agresywnego traktowania, bo wzmaga to jej irytację do granic możliwości. Zapominamy więc o mechanicznych peelingach i wystawianiu twarzy na słońce.

Opanować ciało i duszę

Choć trądzik różowaty należy do chorób na które nie znamy skutecznego lekarstwa i zaliczany jest do przypadłości przewlekłych, możemy jednak utrzymywać chorobę w ryzach. Wszystko zależy od samodyscypliny i umiejętności powstrzymywania się od zachowań, które zawsze kończą się nadmiernym podrażnieniem skóry. Ponieważ trądzik różowaty pojawia się w centralnej części twarzy, dla wielu osób stanowi problem natury estetycznej i psychologicznej: czują się mniej atrakcyjne, wręcz – stygmatyzowane. Uświadomienie sobie, że przypadłość, z którą się borykają dotyka coraz więcej osób może nieco złagodzić depresyjne myśli. Dobry krem na trądzik różowaty utrzymuje skórę w kondycji tak dobrej, jak to tylko możliwe u danego pacjenta, a dodatkowo zapobiega zmianom zapalnym wokół gruczołów łojowych, które mogą prowadzić do powstania nieodwracalnej guzowatości nosa.

Jak w przypadki każdej choroby, do której istnieje skłonność/predyspozycja genetyczna, tak i w przypadku trądziku różowatego nie mamy pewności czy i kiedy choroba się objawi. Znając historię swojej rodziny oraz występujących  w niej schorzeń warto traktować swoje ciało z należytym szacunkiem i troską. Ogólny dobry stan zdrowia, sensowne przyzwyczajenia żywieniowe oraz nawyki higieniczne mogą sprawić, że nawet w trakcie rzutu choroby poradzimy sobie i z pielęgnacją twarzy, i z psychologicznymi konsekwencjami choroby przewlekłej.